Dzieci bywają głośne, ruchliwe i pełne niespożytej energii – to wiemy nie od dziś. Wręcz dziecko spokojne, skupione i ciche wzbudza nasze zainteresowanie. Trzeba przyznać, że nadpobudliwość a energiczność bywają bardzo często mylone. Na pierwszy rzut oka można przypisać chorobę dziecku zdrowemu, a u cierpiącego na nadpobudliwość niczego nie stwierdzić.

Nadpobudliwość psychoruchowa zrobiła niemała karierę w ostatnich latach i zyskał rozgłos, bo zaczęli się nim zajmować profesjonaliści i badać różne objawy i przypadki zależne.

Nadpobudliwość to pewne zaburzenie, które objawia się do piątego, ewentualnie do siódmego roku życia (zależy od rozwoju dziecka). Choć może na początku objawiać się to zanurzenie tak samo jak u zdrowego dziecka ruchliwość i roztrzepanie, należy zwrócić uwagę na kilka elementów jego zachowania i szybko kojarzyć fakty, by w porę zajął się nim lekarz.

Jeśli chodzi o nadpobudliwość, to u takiego dziecka zaburzona została analiza i synteza, czyli ośrodek analizy i syntezy, kojarzenia faktów i porządkowania pracuje inaczej w mózgu dziecka nadpobudliwego a inaczej u pozostałych dzieci. Po prostu nie radzi sobie z natłokiem informacji, którymi każdego dnia jesteśmy bombardowani. Mózg ma zdolność selekcji, wybiera to, co jest dla niego ważne, kiedy zaczyna się męczyć natłokiem informacji, „wyłącza się”, przestaje odbierać. Z kolei mózg osoby nadpobudliwej wszystko dobiera jako równorzędne: i przejeżdżający autobus i posiłek, i głos mamy i zadanie matematyczne.

Nie wiadomo, na czym się skupić, bo wszystko jest równie ważne. Dziecko nie rozumie, że krzyczymy, przecież robi to, co aktualnie je zajmuje, a zajmuje na ogól wszystko po trochu, aż do pojawienia się następnej rzeczy czy interesującego zjawiska. Trzeba szybko zdiagnozować problem i pracować z dzieckiem nad tą niedoskonałością, która może zostać zahamowana przy systematycznej pracy i współpracy. Kiedy jednak zwracamy na to uwagi, zrzucając to na jakąś niedoskonałość naturalna dziecka, dajemy się chorobie rozwijać.